wtorek, 10 stycznia 2017

po kilku latach

heh...  minęło kilka lat od ostatniego wpisu.  przez ten czas wiele sie zmieniło i teraz znów zaczynam od początku z powroten na weganizm.  w miedzyczasie przyszedł na świat nasz Synek,  pod koniec ciaży miałam komplikacje z ciśnieniem no i sie przytyło... ;)  Mój Men nie podziela mojej fascynacji,  często zastanawiałam sie czy nie ma w tym. mojej winy,  może za duży entuzjazm działa na zasadzie utrudniania....  ale ja zawsze taka byłam i to zbliżało do mnie ludzi,  tak pozytywnie.  jednak w związku stało sie inaczej.  pewnie to kwestia osobnicza ;)  Często myślę o książce ukryta siła Rich Rolla -  jego żona do niczego nie nakłaniała go,  była soba,  robiła swoje aż pewnego dnia...  dalej znacie historię.  ja sie jednak czuje samotna gdy nie dzielimy z partnerem pasji gotowania i jedzenia.  rzed przeprowadzka byłam. blizej Bliskich,  Siostry,  Babci i z nimi zawsze było fajnie,  wesoło,  podczas śniadania planowaliśmy obiad ;)  potem. podwieczorek i podkurek ;)....  nie chodzi o to że "mieso musi być"  bo nie,  nie chodzi o to.  Synka wychowujemy po mojemu ale że mi po prostu smutno że mój entuzjazm,  zachwyty itd może przynosić odwrotny efekt.  dlatego postanowiłam popisać znów tutaj.  odkryłam zresztą,  że weganizm. daje mi siłę -  dosłownie i w przenośni....  jestem łakomczuchem. i łasuchem,  a Miły mój ma zwyczaj kupować dużo słodyczy które leżą na wierzchu w końcu i ja sie skuszałam, na to co On ma w lodowce.  jak jednak mówie sobie że wracam do wegan, to jest mi po prostu łatwiej i silniej.
teraz jeszcze musze przemóc obrzydzenie do zdrowych szejków które mam po miesiącach niedrowego jedzenia....  zawsze tak mam na początku -  zakwaszony organizm to wstręt do zieleniny... taka równia pochyła.  Biały cukier,  tłuszcze....  no i sie utyło.  już raz zrzuciłam 25 kg o czym pisałam kilka lat temu.  teraz jednak jest trudniej bo nie jeżdzę tyle rowerem i nie trenuje nordic walking -  siedze w domu z Dzidzią....  ale czas się doogarnąć i wziąć za siebie.  Jakiś czas temu zrobiłam 3 tygodnie postu dr Dąbrowskiej ale teraz w stycznie jeszcze nie mam na niego siły,  zacznę może pod koniec lutego lub marca aby wyjście przypadło na wiosnę.   teraz staram sie wczuć co tym razem będzie dla mnie najlepsze -  na razie jadę na wegańskim i gotowanym,  zimowym jedzeniu.  zupy.  warzywa z piekarnika.  kasze.  kiszonki...  Ale jak zawsze -  ciągnie mnie zimą do Raw-u.  Kupiłam też mniejszy kielich do Vitamixa.  jest super.  Czasem warto upgrejdować blender ;)  no i tyle u nas....  może to pisanie mi pomoże tak,  jak poprzednio.  bo juz wpadam w doła z tej samotności kulinarnej w domu.  pozdrawiam. wszystkich serdecznie!  czas na szejka z mango bo juz mi przejrzewa,  Synek dziś wyssał mango z takiego smoczka do którego sie wkłada silikonowego,  teraz czas na mnie....

wtorek, 22 kwietnia 2014

Vitamix, Blendtec ...a teraz Omniblend!

Acha,
Zobaczcie też ten filmik:
https://www.youtube.com/watch?v=OorRUdECXTg
Pan porównuje pracę ostrzy Omniblenda i Vitamixa. Omniblend daje więcej drobinek skórki. ale, że kielichy Omniblenda i Vitamixa (z nożami) są kompatybilne, co do modułu nasady napędowej, to  teoretycznie istnieje możliwość zakupienia  dodatkowego kielicha od Vitka, a wtedy mamy silnik Omniblend 3 konie mechaniczne i te super, patentowane ostrza Vitamixa (na którą Vitamix daje dożywotnią gwarancję). (Vitek ma silnik 2HP)

A tu ogólnie co to jest za firma ten Omniblend i co to za blender:

Radości z potraw, soków, smoothies, shake'ów, zup, placków, surowych ciast, maseł orzechowych i dziesiątek innych potraw, które od roku zagościły w naszej codziennej kuchni, cały czas przesłania jednak poczucie zasmucenia, że sprzęt ten jest jest kosztowny i niedostępny dla większości osób. O ile decyzja o prowadzeniu kuchni roślinnej, czy kwestie zdrowotne ułatwiają uzasadnienie zakupu tak wszechstronnego i niezawodnego sprzętu, to dla osób niezdecydowanych, niepewnych czy będą go używać, taki "zakup w ciemno" jest abstrakcją. Zdarzają się oszuści, którzy potrafią namówić emerytów na zakup nic nie wartch garnków w cenie 11.000zł... Dlatego postanowiłam napisać o nowej (nie aż tak nowej) ale od kilku lat budującej sobie pozycję, wśród blenderów do żywności opartej na całościach pokarmowych, marce. Mówię tu o blenderze Omniblend. Jest o połowę tańszy niż Blendtec i Vitamix, lecz także z 7 letnią gwarancją a w zasadzie o bardzo zbliżonych parametrach. Produkcja mieści się w Chinach/na Taiwanie lecz objęta jest normami UE, UK i 65 innych krajów.
http://www.omniblendkitchenblenders.co.uk/our-manufacturer-jtc/
Być może cena, niższa niemal o połowę, umożliwi komuś, kto marzy o dobrym sprzęcie, jak "za dawnych lat" na wiele lat użytkowania, wzięcie pod uwagę jeszcze jednego super-belndera i urozmaicenie swojej kuchni o więcej warzyw i owoców, pestek, orzechów, różnorodnych zbóż mielonych na mąkę itd. A wszystko w ekspresowym czasie i z prostotą mycia po używaniu.
Jednak być może cena około 220 funtów, to już nie jest taki kosmos jak 420 dolarów...
http://www.omniblendkitchenblenders.co.uk/omniblend-uk-shop/
Tu jest strona z recenzjami po angielsku
porównianie Vitamixa, Blendteca i Omniblenda
http://www.omniblendkitchenblenders.co.uk/compared-to-vitamix-blendtec/
Omniblend I - jest podobny do Vitamixa z manualna obsługą
Omniblend V - ma zalety Belndteca - elektroniczne sterowanie, ale oba posiadają praktyczny tamper
Posiadają zabezpieczenia prze spaleniem silnika, pojemnik bez BPA odporny na wrzątek, i generalnie wszystkie zalety obu kultowych modeli...
Zatem postanowiłam o tym napisać, bo cieszę się, że ceny takich urządzeń stają się przystępniejsze, a 7lat gwarancji to zachęcająca, uczciwa propozycja, dla sprzętu używanego kilka razy dziennie przez wiele, wiele lat.
Warunki gwarancji:
http://www.omniblendkitchenblenders.co.uk/standard-extended-warranty/

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Słodkości i wytrawności z Wielkanocnego stołu 2014

W tym roku na Wielkanoc przygotowałam dwie pierwsze w moim życiu baby: 
drożdżową (ta żółciutka) z przepisu http://weganizmdomowy.blogspot.com/2014/04/baba-wielkanocna-i-zurek.html, oraz przypadkową - makową z tapioką (miały to być galaretki z samej masy makowej, ale agar mi nie zgęstniał, więc dodałam tapiokę, mąkę orkiszową, sodę i upiekłam). Z części ciasta zrobiłam też babeczki w foremce do muffinków, a także tam gdzie widać orzechy - to pasztet soczewicowo-pieczrkowo-porowy z majerankiem, śliwką i orzechami - na zamówienie mojej Siostry.

 Za to Siostra zrobiła zielone babeczki z przepisu podbijającego Wegedzieciaka, od Kat...TU (zmodyfikowany przepis z Troche Innej Cukierni) Kokosowe! Były pyszne! pierwszego dnia, ale zostawiłyśmy je na święta, niestety 2 dni  to dla szpinaku zbyt długo było (od piątku wieczorem). To zdecydowanie są babeczki jednodniowe!
Na ich miejsce, wraz z jajkami roślinnymi, zmajstrowałam w Vitku po śniadaniu, surowy ekspresowy mazurek inspirowany przepisem z bloga Sojaturobię surowy mazurek
Spód z daktyli i migdałów, góra z nerkowców z mandarynką, 2 łyzkami brązowego cukru oraz skórką mandarynki. Nic więcej nie dałam, zrobiłam go w  5 minut, a znikał jeszcze szybciej :). No przesadzam, ale musieliśmy negocjować kto dla kogo zostawi jeszcze kawałeczek :)

Wegańskie, dekorowane, proste roślinne jajka z foremki z Biedronki. Wielkanoc bez jajek.

W tym roku pomagałam w przygotowaniach Śniadania Wielkanocnego, gości nie będzie bo cześć Rodziny wyjechała.Zatem nie zachowywałam konwenansów i po Śniadaniu Wielkanocnym każdy robił co chce: babcia oglądała bajki w TV, Rodzice po początkowym wykonaniu części pracy na komputerze jednak pojechali na działkę, siostra realcjonowała fabułę Dragon Age'a, a ja długo nie usiedziałam przy kompie (zazwyczaj Siostra robi dla mnie pyszną kawe z mleczkiem sojowym i  gra a ja zawijam się w koc, na kanapie próbuję się wcisnąć do pozycji horyzontalnej i kibicuję, i sobie gadamy, albo drukuję mapy do gier...albo zasypiam i śnię, że oglądam rozgrywkę). No ale tym razem, korzystając, że każdy zajęty jest swoim ulubionym sposobem odpoczynku, także czmychnęłam (pod konwencjonalnym "odczekaniu" 5 minut) w stronę ...blendera :) Ps. Niedługo będę też pisać nowym blogu a tutaj mniej, blog się będzie nazywał iblendplants. :). Tym razem postanowiłam jednak zrobić jajka wegańskie.
ps. rzodkiewki szatkowane tak cienko na V5 !
jajek nie zdążyłam  zrobić na główne Śniadanie Wielkanocne...z powodu schowania gdzieś w "bardzo oczywiste miejsce" nowej foremki do pieczenia o kształcie jajek, z Biedronki.
Składniki na jajko/białko wegańskie: (na 18 połówek)
improwizowałam - to nie jest jakiś super przepis polecany, tylko wynik radosnej i entuzjastycznej (bo agar tak szybko i fajnie zastyga!)  kombinacji w kuchni :)
a czytałam kiedyś przepisy na jajo roślinne i najbardziej zależało mi na bieli z migdałów, ale nie pamiętałam konkretnego bloga. Ostatnio na Wegedziaciaku były też fajne podane linki)
około 200 g migdałów (namoczyłam godzinę we wrzątku i obrałam ze skórki)
ok. 2 łyżki mąki ziemniaczanej
kilka kropel oleju sezamowego (niekoniecznie)
sól (najlepiej czarną jajeczną, ale ja dałam tu zwykłą)
łyżka octu jabłkowego
około 220 ml wody
agar około 5g zagotowany w około 150 ml wody
Składniki na farsz:
dałam pastę bezjajeczną wg Edysqi tę - KLIK
i twarożek z migdałów (ten co był na śniadanie) tylko z dodatkiem koncentratu pomidorowego i przyprawy (co było pod ręką) curry
Robota:
Namoczyć, obrać migdały,
zmiksować z wodą, sola, odrobiną octu na mleko (u mnie w Vitamixie)
dodać zagotowany z wodą przez około 5 - 7  minut agar
zmiksować
Foremkę przetrzeć olejem
wylewać masę do zastygnięcia (około 10 minut) - masa jest puszysta. Wystarcza jej na 2 foremki, zanim pierwsze połówki zastygły mine około 5-7 minut, więc resztę masy aby  nie stężała nastawiłam na ustawienie 1 aby wirowała  w mikserze.
Połóweczki roślinnych jajek same zjeżdżają z nasmarowanej olejem foremki:
Już prawie zastygnięte. Dając do tej masy cukier można zrobić ptasie mleczko.



 Po 10 minutach są elastyczne
I nawet błyszczące :)

Talerz udekorować wegańskim majonezem (miałam domowy)  i groszkiem
Roślinne połówki przełożyć, udekorować pastami/farszami.
weganizm napchany - wybaczcie "nabogatość", ale zjadaliśmy w tym resztki wszystkich faszów, kremów, wegemajonezów i groszków...
Konsystencja jest trochę inna od jajka, bardziej powiedziałabym piankowa, jak wedlowska. Ale dodatek czegoś cięższego do masy, np. ryżu albo np. tapioki, mógłby ją poprawić. Jednak mnie się podoba, że to jest inne,  lekkie i delikatne, a nie zapychające jak jajko.
Farsz z serka z kiszonych migdałów (ten czerwony) ze zdobieniem z ogórka przypominał mi skandynawskie przysmaki ala łosoś z ogórkiem i koprem, coś ala przystawka z ikei, ale nie "szłam" w tym kierunku smakowym, chociaż zdecydowanie to można by  zweganizować rybną pastę na jajko przystawkę też...
np. taką pasta pseudo- makrelowa z Puszka.pl